Izraelski adwokat o sytuacji Palestyńczyków: tego obrazu nie można wymazać z pamięci
„`html
— W moim rodzinnym domu często dyskutowano na tematy polityczne, moralne, dotyczące demokracji i praw człowieka. Od zawsze te kwestie były tam poruszane. Panowało też przekonanie, że osoby szlachetne walczą o sprawiedliwość i przeciwstawiają się niesprawiedliwości — z pełną świadomością, że mogą ponieść za to pewne koszty. To nie była indoktrynacja, raczej atmosfera wszechobecna. Od najmłodszych lat byłem świadomy zaangażowania mojego ojca w wydarzenia z Marca ’68, jego późniejszego aresztowania, wykluczenia dziadka z uniwersytetu i wyjazdu mojej rodziny z Polski — co dzisiaj, jako prawnik, mogę nazwać deportacją. Nie potrzebowano broni, ale użyto takich środków przymusu, że nie mieli wyboru, musieli wyjechać. Podobnie, pisząc lub mówiąc o sytuacji w Gazie, kiedy sugeruje się, że jej mieszkańcy mogliby być „zachęcani” do opuszczenia, jasno określam to jako deportację. Ludzie nie opuszczają Gazy dobrowolnie; uciekają z powodu warunków, które nie pozwalają im na inny wybór. Choć dom moich rodziców nie był bombardowany, nie cierpieli głodu ani bezpośredniej przemocy, a ich szkoły pozostały nienaruszone, okoliczności wciąż były analogiczne do deportacji. Tak więc, gdby mieszkańcy Gazy zostaliby wygnani, byłaby to z pewnością deportacja.
Wspomnienia z dzieciństwa
— Moje wspomnienia o wszystkich moich dziadkach są bardzo wyraziste. Dziadek ze strony mamy był dla mnie po prostu dziadkiem, nie „Zygmuntem Baumanem, socjologiem”. Był ciepłym, serdecznym człowiekiem, z którym miałem silne więzi emocjonalne. Dopiero w młodzieńczych latach zacząłem zdawać sobie sprawę z jego statusu i reputacji. Większość dziadków pyta wnuki: „Opowiedz, co teraz robią młodzi ludzie”. On natomiast mówił: „Pozwól, że ja ci wytłumaczę, dlaczego młodzi postępują tak, jak postępują”. Analizował trendy i dodawał kolejną warstwę zrozumienia do rzeczywistości, którą doświadczałem.
Relacje międzypokoleniowe
— Dziadek Zygmunt dużo pisał o społeczeństwie konsumpcyjnym, a w życiu prywatnym zdawał się praktykować nieco inny sposób bycia konsumentem. Chciał mi kiedyś kupić garnitur i poszliśmy do Marks & Spencer. Wybrał pierwszy napotkany garnitur, kazał mi przymierzyć jedynie marynarkę, nawet nie spodnie. Chodziło o to, by nie paść ofiarą reklam i presji rynkowych. Naszym wspólnym zajęciem była przede wszystkim dobra rozmowa — później, gdy byłem starszy, także przy alkoholu, w jego salonie, o socjologii, polityce, moralności, historii.
— Miałem bliższe relacje z dziadkami od strony ojca ze względu na ich lokalizację w Izraelu. Dziadek z tej strony zmarł, gdy miałem dziewięć lat, więc nie miałem okazji poznać go jako nastolatek czy dorosły. Babcia od strony ojca była dla mnie główną babcią aż do swojej śmierci w 1997 roku, kiedy miałem 25 lat. Dziadkowie ze strony matki — dziadek Zygmunt i babcia Janina — mieszkali za granicą. Babcia przyjeżdżała prawie co roku, ale widywałem ich rzadziej. Dopiero studiując w Londynie, widywaliśmy się częściej.
Odmowa służby i jej wpływ na tożsamość
— Moja odmowa służby na okupowanych terytoriach palestyńskich była zdecydowanie momentem definiującym w moim życiu. Zmieniła moją osobistą tożsamość. Do tego czasu widziałem siebie jako osobę stojącą w centrum tego, co oznacza bycie Izraelczykiem. Nawet krytykując politykę rządową, wierzyłem, że żyję w otwartym społeczeństwie, gdzie mogę legalnie działać na rzecz zmiany. Pochodząc z rodziny, która walczyła o zmianę w systemie niedemokratycznym, od zawsze byłem wychowywany w przekonaniu, że powinienem cenić, iż mogę otwarcie mówić to, co myślę, bez groźby represji.
Proces dojrzewania do decyzji
— Odmowa służby — w Hebronie, w ramach corocznych ćwiczeń rezerwowych — była pierwszym krokiem, w którym zdecydowałem się złamać prawo, uznając je za niesprawiedliwe. Nie byłem gotów uczestniczyć w pewnych działaniach. To wymusiło refleksję nad moim miejscem w izraelskim społeczeństwie i pytanie, czy Izrael rzeczywiście jest demokracją.
— Kiedy coś się zobaczy, tego już nie można „odzobaczyć”. Zajmując się traktowaniem Palestyńczyków — najpierw na okupowanych terytoriach, potem także w samym Izraelu — stopniowo zacząłem rozumieć mechanizmy etnokracji i żydowskiej supremacji. Zrozumiałem, że moim celem nie jest już tylko sprzeciw wobec określonych polityk, ale dążenie do zmiany ustroju — oczywiście w sposób pokojowy — ponieważ coś jest fundamentalnie wadliwe w tym systemie.
Podróż w dorosłość i kariera
— W tamtych latach coraz bardziej zdawałem sobie sprawę z realiów okupowanych terytoriów. Mimo że dorastałem w Jerozolimie, mieście, gdzie setki tysięcy Palestyńczyków żyje pod okupacją, nie byłem świadom tego, jako nastolatek. Wschodnia Jerozolima została anektowana, jednak w praktyce miasto było podzielone; rzadko miałem powód, aby tam się zapuszczać. Dopiero podczas stażu u adwokata reprezentującego Palestyńczyków — Avigdora Feldmana — odwiedziłem wioski i osobiście zrozumiałem rzeczywistość.
Walcząc o sprawiedliwość
— Wyobrażałem sobie, że zajmę się kwestiami takimi jak relacje państwo-Kościół, prywatność, prawa osób LGBTQ. Jednakże, zrozumiałem, że najważniejszym problemem praw człowieka w Izraelu jest nasza dominacja nad Palestyńczykami. Byłem głęboko zaangażowany w sprawy, takie jak te kwestionujące stosowanie tortur w śledztwach w sprawach bezpieczeństwa czy zawłaszczanie ziemi .
— Często powtarzam współpracownikom: za każdym razem, gdy Palestyńczyk podpisuje pełnomocnictwo dla izraelskiego Żyda, jest to mały cud. Człowiek, który prawdopodobnie sam padł ofiarą izraelskiej przemocy, powierza mi swoje najważniejsze sprawy. Dzieje się tak dlatego, że moi współpracownicy i ja rozumiemy swoje miejsce w palestynskiej walce. Jesteśmy częścią zbiorowości, która ich uciska — nawet jeśli staramy się z tą opresją walczyć. Izraelczycy z kolei czasem widzą mnie jako osobę kolaborującą.
Legalna wojna i międzynarodowe standardy
— Nie używam terminu „sprawiedliwa wojna”, ale „legalna wojna”, zgodna z międzynarodowym prawem humanitarnym, gdzie celami są kombatanci, a nie cywile. Prawo zabrania stosowania głodu jako metody wojny oraz przymusowego przesiedlenia ludności. Izrael, przesiedlając prawie dwa miliony ludzi bez gwarancji powrotu, może być winny zbrodni wojennych.
— Obawiam się wzrostu populistycznych reżimów autorytarnych na świecie. To pozwala Izraelowi kontynuować etniczne czystki, blokadę Gazy, bez realnych konsekwencji. Ale widzę też możliwości. To już sytuacja nie do ignorowania. Musi dojść do jakiejś zmiany — czy to jedno państwo, dwa, czy konfederacja, nad czym sam pracuję. Domination nad Palestyńczykami jest niewskazana i nie do utrzymania.
„`
