Niels Bohr powiedział kiedyś: „Przewidywanie jest trudne, zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości”. Możemy przyglądać się danym statystycznym z przeszłości i próbować je ekstrapolować na przyszłość. Nigdy jednak nie wiemy, czy nastąpi jakaś katastrofa. W przeszłości widzieliśmy jednak ten sam wzorzec zachowań bitcoina po halvingu. W wyniku takiego zdarzenia bitcoin staje się bardziej rzadkim aktywem. Nawet jeśli popyt na niego pozostaje taki sam, to cena rośnie, bo przyrost podaży jest ograniczony. Obecnie do tego dochodzą czynniki takie jak popyt poprzez ETF. Spodziewam się, że znów zobaczymy zwyżki bitcoina. Mamy teraz raczej fazę wyczekiwania na wzrosty, ale sądzę, że bitcoin znów pójdzie w górę, podobnie jak w ostatnich miesiącach.

Myślę, że solana utrzyma swoją pozycję. Zwłaszcza, że transakcje na blockchainie ethereum są wciąż dosyć drogie. Oczywiście koszty transakcji to tylko jeden z czynników decydujących o sukcesie danej sieci blockchain. Wszystko zależy od tego, jakiego produktu chcemy. Ludzie, którzy tworzą różnego rodzaju „zabawkowe” tokeny chcą przede wszystkim, by blockchain był szybki i tani. To ważne również w przypadku tworzenia NFT. Myślę, że rynek rozejdzie się w dwie drogi. BlackRock i podobne wielkie firmy finansowe będą wykorzystywać do tokenizacji aktywów blockchain ethereum. Młodzi deweloperzy mający fajne pomysły na memiczne kryptowaluty będą natomiast wybierali blockchain solany. Solana mocno zyskała na popularności. Jeszcze 2,5 roku temu miała ona poważne problemy techniczne, a dzisiaj jest poważnym konkurentem dla ethereum. Zobaczymy jeszcze jednak jak ułoży się przyszłość. Może za rok jakiś nieznany obecnie deweloper połączy sztuczną inteligencję z kryptografią, stworzy super-blockchain a solana będzie miała kłopoty.

Załóżmy, że kryminalista ma do wyboru: wykorzystać do prania pieniędzy gotówkę lub publicznie dostępny, nie podlegający wstecznej modyfikacji ledger, w którym wszystkie transakcje są zapisywane. Co wybierze? Oczywiście w zapisie blockchainowym nie ma podanych nazwisk właścicieli kryptowalut, ale są adresy bitcoinowe. Gdy tylko powiążę adres bitcoinowy z danymi osobowymi, to mogę dotrzeć do wszystkich transakcji kryptowalutowych dokonywanych przez daną osobę. Są coraz lepsze programy pomagające analizować transakcje. Są też rejestry adresów kryptowalutowych należących do kryminalistów. Jeżeli więc na przykład przestępca chce wymienić na giełdzie bitcoina pozyskanego w wyniku cyber-szantażu, to giełda może natychmiast zidentyfikować dzięki swoim narzędziom softwarowym, że ten bitcoin pochodzi z przestępstwa. Bitcoin nie jest więc dobrym narzędziem do prania brudnych pieniędzy. O wiele lepiej się do tego nadaje gotówka, bo jest naprawdę anonimowa. Łatwiej też prać brudne pieniądze poprzez banki, jeśli ma się wewnątrz banku kogoś, kto współpracuje w takiej kryminalnej działalności. Oczywiście są przykłady wykorzystywania bitcoinów do celów przestępczych w krajach, gdzie sektor bankowy współpracuje z przestępcami. Wiemy na przykład, że Korea Północna wykorzystuje hakerów do nielegalnego zdobywania kryptowalut, które później są wymieniane poprzez jej system bankowy. W krajach Europy Zachodniej coś takiego jednak nie może się zdarzyć. Firma Chainanalysis publikuje co roku raporty dotyczące przestępczości związanej z kryptowalutami i zwykle wynika z nich, że tylko ułamek procenta transakcji bitcoinowych ma związek z działalnością kryminalną.

Są jednak alternatywy dla bitcoina, czyli kryptowaluty w których ledger jest zaszyfrowany, by chronić prywatność uczestników transakcji, takie jak monero. Przestępcy nie wybiorą więc bitcoina, ale raczej monero. W przypadku wojny, narodowa waluta jest zwykle pułapką. Traci ona na wartości wobec innych walut. Nie dziwię się więc temu, że Ukraińcy szukają alternatyw dla własnej waluty. Z kontaktów z ukraińskimi naukowcami wiem również, że nie jest łatwo wymieniać hrywny na inne waluty.

Ogólnie posiadaczy kryptowalut można podzielić na dwie kategorie. Jedna z nich traktuje je jako inwestycję i to jest dominująca postawa w Europie Zachodniej. W krajach, w których jest wysoka inflacja, a ludzie nie ufają rządowi lub bankowi centralnemu, trzyma się natomiast kryptowaluty dla ochrony majątku. To dotyczy takich krajów jak Turcja czy Wenezuela. To dobrze, że ludzie w państwach „upadłych” takich jak Liban mają alternatywę. Widzimy również, że na przykład rebelianci walczący z rządem Birmy używają tetheru jako waluty. W Salwadorze bitcoin stał się natomiast jedną z oficjalnych walut. Kryptowaluty stały się w takich krajach realną alternatywą. I jest to też jeden z powodów tego, że banki centralne z całego świata pracują nad stworzeniem własnych walut cyfrowych.

Profesor von Hayek, który wiele lat temu przewidział powstanie bitcoina, stwierdził w jednym z wywiadów, że jeśli chce się mieć pieniądz, którym nie będą mogły manipulować rządy, to musi on być używany w sposób wywrotowy. Nie w sposób bezpośredni, gdyż będzie mógł on zostać łatwo zakazany. To się sprawdza w Chinach, ale również na przykład w Turcji, gdzie instytucje finansowe mają zakaz obrotów kryptowalutami, ale rząd nie ma tam władzy nad telefonami komórkowymi. Nie jest w stanie pilnować tego, co ludzie robią na swoich telefonach. Stosunkowo łatwo jest wydobywać kryptowaluty i je wymieniać w internecie. Myślę również, że bogaci Chińczycy mają dostęp do bitcoinowych ETF-ów notowanych na giełdzie w Hongkongu.

Myślę, że CBDC nie mogą zastąpić kryptowalut. Dlatego, że CBDC są cyfrowymi reprezentacjami pieniądza fiducjarnego. Ilość tych walut będzie nadal kontrolowana przez państwo. Kryptowaluty są natomiast dobrami rzadkimi. Podaż bitcoina jest z góry ograniczona. Nie może być na rynku więcej niż 21 mln bitcoinów. To odróżnia kryptowaluty od walut fiducjarnych, których podażą można manipulować, by stabilizować ceny i gospodarki. To całkowicie inna koncepcja. Uważam, że to dobrze, że banki centralne dążą do tego, by ich pieniądze były bardziej efektywne. Dobrym aspektem tego jest również to, że wniesie on więcej konkurencji na rynku obsługi płatności. Kryptowaluty nie umrą jednak z powodu walut cyfrowych banków centralnych. Jeżeli bowiem nie ufasz bankom i pieniądzom papierowym, to czemu miałbyś polubić ich cyfrowe pieniądze? (Śmiech).

EBC zadeklarował już, że nie będzie używał blockchainu. Chodzi mu bowiem o zbudowanie scentralizowanej waluty cyfrowej, a blockchain jest przecież zdecentralizowany. Takie podejście jest w porządku. Przynajmniej nie udają, że ich waluta cyfrowa będzie zdecentralizowana. Myślę, że jeśli ludzie nie dowierzają rządowi i narodowej walucie, to uczynienie tej waluty cyfrową nie przywróci do niej zaufania. Widzieliśmy to choćby przy okazji stworzenia w Nigerii cyfrowej wersji niary.

Alfred Taudes

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *